piątek, 16 września 2016

Bielenda po lupą


Bielenda jest Polską marką kosmetyków naturalnych do twarzy i ciała.  Rozwijając się w ekspresowym tempie zajęła już wysoką pozycję w branży. Postanowiłam przetestować kilka produktów i sprawdzić jak zareaguje na nie moja skóra i czy rzeczywiście są to kosmetyki naturalne.

   1. 

Zacznijmy od olejku do oczyszczania twarzy. Produkt ten ma głęboko oczyścić moją skórę i pozostawić ją nawilżoną, dzięki zawartemu w składzie kwasie hialuronowym. Pierwsza rzecz, na którą zwróciłam uwagę to atrakcyjna, wygodna buteleczka oraz dozownik aplikujący idealną ilość olejku.
Delikatnie się pieni, dzięki czemu przyjemnie wmasowuje się go w skórę, która jest dobrze oczyszczona z makijażu. Zostawia ją przyjemnie gładką i nawilżoną. 


Skoro działa tak cudownie, nie pozostaje nam nic innego jak spojrzeć na skład. Ten jednak ma w sobie m.in. olej parafinowy (Paraffinum Liquidum), który zabiera skórze dostęp do tlenu, przez co zatyka pory. Można było go zamienić np. na olej migdałowy, który pewnie pojawiłby się w kosmetykach naturalnych. Uznajmy więc, że to produkt pół naturalny.

2.

Kolejnym krokiem w naszej pielęgnacji jest oczyszczenie twarzy żelem. Użyłam tego do cery suchej i wrażliwej. Ma on złagodzić podrażnienia i nawilżyć cerę.
Rzeczywiście koi, odczuć to można zaraz po zetknięciu go z twarzą. Jest przyjemny, nie ma ostrego zapachu. Jedynym minusem jest to, że ciężko się zmywa.


Zobaczmy więc co mamy w składzie, a tu miłe zaskoczenie, gdyż skład mamy przyjemny więc lecimy dalej.

3.

Dla dopełnienia oczyszczania użyjmy płynu micelarnego, również przeznaczonego do cery suchej i wrażliwej.
Produkt oczyszcza, skóra nie wydaje się być po nim naciągnięta. 


Skład także tutaj jest świetnie dobrany, więc nie pozostaje mi nic innego jak polecić ten produkt.


Po miesiącu regularnego stosowania tych kosmetyków moja skóra jest naprawdę zadawalająco oczyszczona, nawilżona, a wszelkie podrażnienia są złagodzone. Dla mnie strzał w dziesiątkę.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz